Wsiadasz do audi. Nie podoba ci się dana apteka - za kawałek będzie następna. Na kim chcecie robić wrażenie o wyjątkowej randze zawodu? Poza wzajemnym kadzeniem sobie róznych typów czy to z izb czy kanapowych zrzeszeń, bądz wahabitów mających parcie na szkło i chcących wyrwać się z aptek to nitk kumaty się nie nabierze.
740 views, 9 likes, 6 loves, 5 comments, 2 shares, Facebook Watch Videos from Dobrosława Lewicka - Trener Personalny: No cóż, Dart ma parcie na szkło,
Nie ma cudów, pełno długów, zawsze nadzieja jest w piątku. Melanż leży na żołądku od początku, bez wyjątku. Nie pasuje - się stąd montuj, pompuj gdzie indziej te posty. Chujowe
Dlaczego ją pokazują? A kim ona jest bo nie kumam z tego co widzę to ona ma parcie na szkło aż do obrzydzenia sorry ale jak dla mnie to masakra. Mmm. 3 miesiące temu.
. Paweł Gołąb / materiały Zoo BorysewPogodowa prognoza dla całej Polski popłynęła w sobotnie przedpołudnie z Zoo Borysew. Z wizytą w ogrodzie pojawiła się ekipa TNV z popularnym prezenterem Bartkiem Jędrzejakiem na czele, który miał wyjątkową konkurencję. Do zapowiedzi na żywo garnęły się bowiem równie mocno... pelikany czy egzotyczny Borysewa w Polskę popłynęły pogodowe zapowiedzi z niezwykłej scenerii: wybiegu białych lwów, które są dumą Zoo; kącika „Przytul zwierzaka” czy pokazu karmienia surykatek. Bartek Jędrzejak przyznaje, że to wyjątkowe miejsce, które odwiedził zresztą nie pierwszy raz. - Bardzo mi się tutaj podoba. Często odwiedzam ogrody zoologiczne, ale ten robi na mnie wrażenie. Tutaj wybiegi dla zwierząt są duże, zwierzęta są doskonale widoczne i widać, że czują się tu wrażenie – jak przyznaje prezenter – robią na nim zawsze białe lwy. - Uwielbiam również ten moment karmienia zwierząt. To ogród zoologiczny, w którym turyści o odpowiednich porach mogą się temu przyglądać. To miejsce, w którym jest bardzo dużo atrakcji i w którym można naprawdę atrakcyjnie spędzić z Zoo Borysew mają parcie na szkłoNa Bartka Jędrzejaka czekały dodatkowe, wyjątkowe atrakcje, bo zwierzęta postanowiły mocno uczestniczyć w jego wejściach pogodowych. Pelikany postanowiły skupić na sobie uwagę skubiąc marynarkę gościa, surykatki podgryzając buty gościa czekając z wytęsknieniem na śniadanie a jeż Jerzy zainteresował się natomiast najbardziej mikrofonem telewizyjnej ekipy. - Tutaj jak widać zwierzęta są zaprzyjaźnione z telewizją i mają prawdziwe parcie na szkło, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu – kwituje z uśmiechem Bartek z takiego miejsca to więc chyba prawdziwe wyzwanie? - Proszę mi wybaczyć porównanie, ale ze zwierzętami jest podobnie jak dziećmi i nigdy nie wiadomo co zdarzy się na planie. Dzieci są potwornie szczere, nie można przewidzieć jak zareagują, jak będzie wyglądała rozmowa, bo mają swój własny plan na wejście. Podobnie jest u zwierząt. Tego nie da się wyreżyserować, czasami dzieją się takie sytuacje jak ta z pelikanem, który zaczął ciągnąć za marynarkę. Ale tu w końcu są i krokodyle, więc mogło być gorzej. Oczywiście żartuję, ale takie rzeczy uwielbiam – uśmiechem kwituje wizyta ekipy TVN zaplanowana została na 13 sierpnia w dniu urodzin Zoo Borysew. Kolejnego dnia zapowiadane jest natomiast nocne zwiedzanie ogrodu na co Bartek Jędrzejak wyjątkowo mocno czeka. - Podobno to miejsce nigdy nie zasypia i w nocy sporo się tu dzieje – zachęca prezenter ofertyMateriały promocyjne partnera
Konkretnie radni klubu radnych miejskich Platformy Dialogu. I chociaż radny Łukasz Więcek, który temat wywołał, temu stanowczo zaprzecza, niewątpliwie tak jest… Czym innym jak nie parciem na szkło można określić zarzut, że radni są zbyt mało eksponowani na oficjalnej stronie Urzędu Miasta Radomsko, czy sugestię o utworzeniu na stronie miasta profilu Rady Miejskiej, na którym mieszkańcy będą informowani o tym, co robią ich wybrańcy… – Chciałbym podkreślić, że to nie była moja uwaga personalna… Niemniej jednak problem jest i chciałem zwrócić uwagę prezydenta na komunikację między urzędem miasta, a społeczeństwem… Zdaniem Więcka na stronie internetowej magistratu promowany jest prezydent, a radni nawet, jeżeli uczestniczą w tych samych wydarzeniach co on – są marginalizowani… – Podam konkretne przykłady. Radni Platformy Dialogu byli obecni na konferencji z udziałem marszałka województwa łódzkiego Witolda Stępnia, który przekazał bardzo dobrą informację, że magistrat otrzyma ponad 7 mln. złotych unijnego wsparcia na budowę basenu. W informacji, która ukazała się na oficjalnej stronie urzędu miasta ani słowem o radnych Platformy Dialogu nie wspomniano, chociaż mają oni swój wkład w pozyskaniu tych funduszy. Wraz z kolegami radnymi uczestniczyłem też w „Wigilii Radomszczan”. O tym też strona miasta milczy. To są tylko przykłady z ostatnich dni… – mówi Więcek. – Drodzy państwo, (dziennikarze – dop. red.) tutaj nie chodzi, jak wy to mówicie, o parcie na szkło, a o rzetelną informację – dodaje. Biuro prasowe UM Radomsko bezpośrednio odpowiedzialne za informacje zamieszczane na oficjalnej stronie radomszczańskiego magistratu stanowczo zaprzecza zarzutom. – Zarzuty radnych są nieuzasadnione. Na stronie internetowej i facebooku Radomska zamieszczamy różne informacje dotyczące naszego miasta. To, że najwięcej informacji dotyczy prezydenta Jarosława Ferenca jest oczywiste i wynika z pełnionej przez niego funkcji, realizowanych zadań, reprezentowania miasta i urzędu miasta również poza Radomskiem. Konferencja w sprawie basenu dotyczyła dobrego wniosku przygotowanego przez urzędników i na tym skupia się informacja zamieszczona na stronie. Na zdjęciach są natomiast widoczni radni, którzy na nią przyszli. Nie unikamy informacji dotyczących radnych, jeśli związane są one z wykonywaniem mandatu i reprezentowaniem Rady Miejskiej, a nie działalnością w partii czy stowarzyszeniu. Wystarczy prześledzić relacje z obrad Rady Miejskiej, spotkań z mieszkańcami organizowanych przez radnych czy uroczystości w mieście, a nawet powiecie. Chętnie też publikowalibyśmy więcej takich informacji, gdyby radni je nam przekazywali – mówi Robert Dąbrowski z biura prasowego magistratu. Jak zapewnia Robert Dąbrowski, nie ma przeszkód, by powstał facebookowy profil Rady Miasta, na którym mieszkańcy Radomska mogliby śledzić działania radnych. Co by jednak nie napisał: lans wyborczy czas zacząć… Chcesz być na bieżąco - zainstaluj naszą aplikację na swoim telefonie! Darmowa aplikacja dostępna do ściągnięcia na Androida, oraz iOS w skelpach Google Play i App Store Read Next 4 godziny temu Maszt telefonii komórkowej w dzielnicy Bartodzieje. Czas na odwołanie się od decyzji mija 1 sierpnia 2 dni temu Topolę i wierzbę przy ul. Żeromskiego w Radomsku poddano specjalistycznym badaniom 2 dni temu Praca dla dozorcy placu zabaw w Radomsku 2 dni temu Biblioteka w Radomsku z dofinansowaniem z Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa 4 dni temu Opłaty za ciepło w górę. PGK wprowadza nowe stawki. Są też pierwsze komentarze opozycji 4 dni temu Radomsko – przerwa w dostawie wody 1 tydzień temu W Radomsku przeprowadzona zostanie akcja odkomarzania i odkleszczania 1 tydzień temu Na ulicy 11 Listopada w Radomsku niedługo rozpocznie się remont 1 tydzień temu Umowy podpisane. Które ulice w Radomsku będą remontowane? 2 tygodnie temu Piknik profilaktyczno–integracyjny „Nie czas na nudę”
Niestety Twój system operacyjny nie jest już wspierany i dlatego nie możemy poprawnie wyświetlić tej strony. Przepraszamy za utrudnienia. Woliński: To szkło ma parcie na mnie! W Newsweeku pojawił się właśnie wywiad z kontrowersyjnym jurorem „Top Model”, Dawidem Wolińskim, w którym mówi o Grycankach, wąsie prezydenta i o tym, że żyje z bogatych pań… Wybraliśmy dla Was najsmakowitsze kąski. Zapraszamy do lektury! WOLIŃSKI O… PREZYDENCIE KOMOROWSKIM(…) przyznam się, że w ogóle nie wiem, jak jest ubrany prezydent Komorowski, bo kiedy na niego patrzę, to widzę tylko grzywkę i wąsika. Przez pryzmat tych wąsów przebijają chyba ciemne garnitury. WOLIŃSKI O… SWOICH IDEALNYCH KSZTAŁTACH(…) kiedy projektuję męskie ubrania, to tylko na swój rozmiar. Okazuje się, że noszą to później 19-letni modele i wszystko pasuje. A ja mam prawie 35 lat. WOLIŃSKI O… STYLU MARTY GRYCAN(…) ta pani ma duży biust, stosunkowo wąskie biodra i szczupłe nogi. Chce być wyzywająca, elegancka, czasem apetyczna. Mogłaby się oczywiście ubrać w jakąś plandekę, z której wystawałaby tylko głowa. A ona eksperymentuje, działa i efekty bardzo mi odpowiadają (…) Ona ma w sobie coś z Dity von Teese, coś z burleski. Poza tym ośmiela grubsze kobiety do tego, by ubrały się inaczej niż zwykle, by nie zasłaniały swoich walorów wielkimi swetrzyskami. Gdyby była szczupła, mogłaby uchodzić za mało wiarygodną. Przecież jej firma sprzedaje ciasta i lody, i po niej widać, że ona te lody lubi. WOLIŃSKI O… SWOJEJ POZYCJI W SHOW-BIZNESIEShow-biznes warszawski to bardzo mały świat i każdy zajmuje tu jakąś pozycję. Moją postrzegam jako najwyższą. Wielu zarzuca mi, że zacząłem pracę w „Top Model” i z projektanta stałem się celebrytą. A ja nie przestałem projektować i ubierać, jak pani powiedziała, bogatych pań. Przecież w 2011 roku zrobiłem trzy pokazy. Przyznaję oczywiście, że teraz projektów jest więcej, a ten program był dla mnie ogromną promocją. Poza tym dzięki udziałowi w telewizyjnym show mogłem udzielać się aktorsko. Zawsze chciałem zagrać w filmie, wcielić się w jakąś postać. WOLIŃSKI O… MACANIU PIERSI W „TOP MODEL”Dzięki temu skandalowi oglądalność programu wzrosła dwukrotnie. WOLIŃSKI O… PARCIU NA SZKŁOPiszą, że mam parcie na szkło, a mnie się zdaje, że czasem szkło ma parcie na mnie. Nie chodzę lansować się na salony, tylko salony płacą za to, żeby taki, jak to mówią, celebry ta jak ja na tych salonach się pojawił. Więcej przeczytasz w najnowszym numerze „Newsweeka”. Następny artykuł: Pierwsza sesja Ani Bałon po „Top Model”
Ciuciu: Mam parcie na szkło! Koń jaki jest, każdy widzi. Ale ten jest jedyny w swoim rodzaju. Jest artystą estradowym, ma 55 cm wzrostu i ma ponad 25 tys. fanów na Facebooku. O zdjęcia z nim zabiegają najbardziej znane gwiazdy w Polsce. Udało nam się namówić Ciucia na wywiad Ciuciu, czy to prawda, że jesteś najmniejszym koniem w Polsce? Ciuciu: Tak, to prawda. Jestem najmniejszym koniem w Polsce. Podkreślam koniem, żeby nikt nie mylił mnie z kucykiem! Jestem rasy Fallabella, a jak wiadomo koń koniowi nierówny i tak samo są różnej wielkości Falabelle. Jedne mają metr w kłębie (wzrost konia mierzy się w miejscu, gdzie szyja łączy się z grzbietem – przyp. red.), inne 110 cm. Ja mam 55 cm wzrostu, ważę 65 kilo i mam 10 lat. Pan Szymon Tarant, znany organizator zawodów jeździeckich, twierdzi, że jestem najmniejszy na świecie! Ludzie często myślą, że jestem źrebakiem, a to nieprawda. Stary „chłop” ze mnie. W przeliczeniu na ludzki wiek, mam około 30 lat. Dlaczego tak odbiegasz wzrostem od innych koni? Niektórzy mówią, że to dwarfizm, czyli krótko mówiąc, że jestem końskim karzełkiem. Mam wielką głowę, krótkie nóżki… Może jest w tym trochę prawdy, ale trzeba pamiętać, że Falabella to stara rasa. Teraz, w USA, hoduje się mini-koniki, które są smukłe, zgrabne, mają długie nogi, wyglądają bardziej „końsko” niż ja. Ja nie jestem taki zgrabny, można powiedzieć, że wyglądam trochę jak jamnik, ale za to czyż nie jestem uroczy? Czy kiedykolwiek miałeś z tego powodu kompleksy? Nie, nie boję się absolutnie niczego, ani bata, ani innych zwierząt, ani nowych, dziwnych miejsc, ani szeleszczących przedmiotów, na widok których inne konie uciekają w popłochu. Muszę przyznać nieskromnie, że czuję się komfortowo w każdej sytuacji. Kiedy wchodzę do boksów innych koni, czuję się, jak u siebie w domu. Moja właścicielka, Blanka Satora, zastanawia się, czy nie zdaję sobie sprawy, że taki duży koń mógłby mnie poważnie uszkodzić, odgryźć mi głowę, ale ja po prostu jestem samcem alfa i gdzie się nie pojawię, budzę respekt. A kiedy trzeba kopytkiem i zębem walczę o swoje. Sam z siebie jestem bardzo pozytywnie nastawiony do świata. Nie kłócę się z innymi zwierzętami, nie mam w sobie złych emocji. Mówią, że jestem sympatyczny, ale lubię grać pierwsze skrzypce. Jak trafiłeś do Blanki? Miałem pół roku, kiedy mnie kupiła. Urodziłem się w Holandii. Byłem sprzedany na doczepkę razem z pierwszym koniem Blanki, karym ogierem fryzyjskim. Ogiery, z powodu swojej pobudliwej natury, często stoją same w stajni. A ponieważ konie są zwierzętami stadnymi, samotność może sprawić, że wpadną w narowy. Przestępują z nogi na nogę niszcząc sobie stawy albo łykają (połykają powietrze, co może źle wpływać na układ trawienny – przyp. red.). Dlatego właściciele ogierów, żeby tego uniknąć, często wstawiają im do boksu towarzyszy: owce, kozy, słyszałem nawet o króliku. Ja miałem być takim kompanem dla fryza, ale zupełnie się nie dogadaliśmy. Byłem ponoć zbyt dominujący, chociaż on miał 180 cm wzrostu! Ogier nie mógł ani jeść ani pić, bo troszkę rozstawiałem go po kątach. Dostałem więc osobny boks. W profilu na Facebooku napisałeś o sobie „artysta estradowy”? Czym dokładnie się zajmujesz? Znam wiele sztuczek i pracuję na pokazach. Mam swoją gwiazdorską stawkę i za mniej niż pięć cukierków nie wyjdę ze stajni. Trzeba się cenić, prawda? W końcu jestem najbardziej wyjątkowym koniem w Polsce. Jak wyglądają pokazy w twoim wykonaniu? Wspólnie z Blanką pokazujemy moje najlepsze triki: kładzenie się, wstawanie, klękanie, ukłony, lewady (czyli stanie na tylnych nogach) i hiszpański stęp, na który moi fani mówią: „całuj kopytko”. Hitem każdego pokazu jest moment, kiedy siadam obok Blanki jak pies. Kto cię nauczył tych wszystkich elementów? Blanka, za pomocą cukierków. Jestem chodzącym przykładem na to, że droga do serca mężczyzny wiedzie przez żołądek. Jestem strasznym łasuchem i dla smakołyków zrobię wszystko. Na co dzień jestem takim spokojnym „osiołkiem”, który skubie sobie trawę, ale kiedy widzę cukierki, od razu się budzę, szeroko otwieram oczy i już jestem gotowy do pracy. Czy przygotowujesz się jakoś specjalnie (stroje, fryzura) do występów? Firmy produkujące „odzież” dla koni proszą, żebym wystąpił w ich uprzężach, czaprakach czy ochraniaczach na nogi. Noszę wyłącznie rzeczy robione specjalnie dla mnie, szyte na miarę. Projektanci dwoją się i troją, żebym zechciał wystąpić w ich rzeczach, a mam swoje wymagania. Mój strój sceniczny musi być super! Do występów przygotowuje mnie cały sztab ludzi z firmy You & Horse. Myją mnie, czeszą grzywę, na koniec spryskują ją brokatem. Tuż przed pokazem, moja ekipa rozplata warkocz, a ja mogę się wtedy pochwalić pięknym, pofalowanym ogonem. Czy lubisz być w centrum uwagi? Jestem urodzonym showmanem. Uwielbiam wiwatujące na mój widok tłumy, fanów, błysk fleszy i oko kamery. Trzeba to powiedzieć wprost: mam parcie na szkło. Raz zdarzyło się, że nie chciałem zejść ze ścianki. Kinga Rusin, paparazzi dookoła. Dostawałem cukierki za pozowanie i tak mi było wspaniale, że kiedy Blanka chciała do mnie podejść, odwróciłem się do niej zadem i machnąłem kopytkiem. Nie było to dżentelmeńskie zachowanie, ale czasami trzeba być stanowczym. Chętnie rozdajesz „autografy”? Grzecznie pozuję z dziećmi i choć na co dzień jestem okropnym uparciuchem, dla moich małych fanów mam zawsze cierpliwość. Pozwalam się głaskać i przytulać. Bardzo to lubię. Ostatnio pozwoliłem usiąść na moim grzbiecie pewnej bardzo małej fance. Mimo tego, że jestem ogierem, kiedy w moim pobliżu znajdują się dzieci, jestem potulny, jak baranek. Czy masz jakieś swoje kaprysy? Jestem bardzo mało wymagający, jeśli chodzi o jedzenie: wystarczy mi sianko i woda. Ze względu na mój niski wzrost muszę częściej, niż duże konie, chodzić na pedicure do kowala. Kiedy jadę na pokazy, zawsze mam ochroniarza. Przy moim boksie rozwieszane są biało-czerwone taśmy, bo ludzie tak bardzo chcą mnie zobaczyć z bliska, pogłaskać, nakarmić, że nie ma innej rady. Mimo, że jestem mały, trzeba mnie pilnować trzy razy bardziej, bo zawsze chodzę tam, gdzie chcę. Widziałam twoje zdjęcie na Pudelku, w otoczeniu pięknych, znanych kobiet. Czujesz się gwiazdą? Tak. Jestem rozpoznawalny nie tylko przez dzieci, ale i przez dorosłych. Moje zdjęcia ze znanymi osobami, a proszę mi wierzyć, pchają się drzwiami i oknami, żebym z nimi zapozował, ukazały się w celebryckich magazynach Gali, Fleszu, Party. I to gwiazdy chcą mieć ze mną fotki, nie ja z nimi. Odkąd występuję na pokazach, Blanka wciąż otrzymuje propozycje odkupienia mnie. Zawsze powtarza, że nie ma mowy, bo przecież jestem bezcenny! Gdzie mieszkasz i czy twój boks jest takiej samej wielkości, jak dużych koni? Mieszkam z 30 owcami i baranem w stajni w Lizawicach. Mamy wygodną budkę, w której śpimy i wielką, ogrodzoną łąkę, na której skubię sobie trawkę i brykam w dniach wolnych od pracy. Różne ośrodki proponują mi przeprowadzkę, ale ja jestem tak szczęśliwy z moimi owcami, że nigdzie się nie ruszę! Owce akceptują mnie takiego, jakim jestem, a z końmi różnie to bywało. Kiedyś jedna klacz rzuciła się na mnie z agresją, próbowała mi wyrwać z grzywy wszystkie włosy! I to tylko dlatego, że jestem mały! Konie zazwyczaj albo się mnie boją, albo nie akceptują. Jaki jesteś prywatnie? Spokojny, energiczny? Zamknięty w sobie? Na co dzień jestem flegmatyczny, pewny siebie i statyczny. Zimą obrastam w gęstą sierść i upodabniam się do moich owiec. Jestem puchaty, okrągły, przybieram na wadze tu i ówdzie. Wiosną nabieram formy, robi się niezły kaloryfer na brzuchu i zaczynam „ogierzyć”, czyli popisywać się swoją męskością. Rżę, pięknie galopuję, podskakuje i wszystkim pokazuję, jaki jestem piękny! Czy masz rodzeństwo? Mam dwóch przyszywanych braci – hiszpańskie ogiery Escudero i Armas Avellano. To wyjątkowe konie. Jestem z nimi bardzo zżyty. Mimo, że jesteśmy trójką „szefów”, ogierami, i w naturze zachowujemy się jak rybki-bojowniki walczące na śmierć i życie, my za sobą przepadamy. Moi bracia są wysocy, pięknie zbudowani, dystyngowani. Traktują mnie trochę z przymrużeniem oka i robią sobie ze mnie żarty. Czasem tupnę na nich nogą, żeby wiedziały, że jestem najważniejszy, a oni tylko się ze mnie śmieją! Ba, te urwisy czasem prowokują mnie, podszczypują, żebym dalej wierzgał! Co najbardziej lubisz robić w wolnym czasie? Jeść, chodzić na spacery z moimi owcami, tarzać się w błocie. Umiem świetnie pływać i zupełnie nie boję się wody. Duże konie, mimo, że mają długie nogi, są często panikarzami. Drepcą na brzegu, oczy mają szeroko otwarte, a ja chlup i już jestem na środku jeziora. Mam specjalną technikę pływania – zanurzam się jak foczka. Wystają mi tylko chrapy i oczy. Podobno jeździsz samochodem z ludźmi, a nie tak, jak inne konie, bookmanką (specjalną przyczepką do przewozu koni – przyp. red.)? Jak do niego wsiadasz? To prawda. Jeździłem już Nissanem, czerwonym Seicento Fun z naklejką Ferrari na masce, Renault combi, Volkswagenem busem. Stoję sobie z tyłu i jestem bardzo zadowolony. Słucham radia, czasami wystawiam głowę przez okno i macham pyskiem do innych kierowców. Kilka razy zatrzymała nas do kontroli policja. Panowie oczywiście chcieli mieć ze mną zdjęcia. Jaka jest twoja największa wada? Muszę to przyznać, jestem interesowny. A obiektem moich zainteresowań są – niezmiennie – cukierki. Widziałam na zdjęciach, że świetnie czujesz się w ludzkich domach. Jakie jest twój ulubiony pokój i co robiłeś w trakcie odwiedzin u Blanki Satory? Blanka zaprosiła mnie do domu przy okazji sesji zdjęciowej dla Świata Koni. Bardzo podobało mi się w kuchni, od tych wszystkich zapachów kręciło mi się w nosie. Macie bardzo fajne łazienki – chciałem się napić wody z toalety, co wzbudziło powszechną radość, zupełnie nie rozumiem dlaczego… Zostałem też wsadzony do wanny. Znajome konie zarzekały się, że nigdy nie weszłyby do ludzkiego domu. Nawet mój brat Siwy, który też tak, jak ja, jest artystą estradowym, z wahaniem wszedł do namiotu VIPów. A ja wbiegam sobie, gdzie chcę! A nóż widelec ktoś mnie poczęstuje cukierkiem? Czy czujesz do kogokolwiek respekt? Jest taki jeden pies pasterski, który na co dzień goni i ustawia moje owce. Tak się wczuwa w swoją rolę, że kiedy zagania stado do stajni, ja również ruszam za nim. Nie żebym dał sobie narzucać tempo, ale jakiś porządek musi być. Czy fani dają ci odczuć, że cię lubią? Oczywiście. Ciuciufani to już niemal subkultura. Przyjeżdżają z całej Polski do mojego domu w Lizawicach po to, żeby mnie zobaczyć. Cała grupa fanów jeździ na każdy mój pokaz, czuję się wtedy jak gwiazdka rocka. Na Walentynki dostaję setki kartek, dzieci rysują dla mnie laurki. Kartki dostaję też z okazji świąt. Fani rysują moje portrety. Kiedyś pewna dziewczynka chora na białaczkę poprosiła, żebym wysłał do niej kartkę, a potem się z nią spotkał. Napisałem do niej parę słów, a potem widzieliśmy się osobiście. Jakie przezwiska nadają ci ludzie? Ciućman, Ciuciek. Ludzie na ulicy nie wiedzą do końca, kim jestem. Kiedy Blanka studiowała we Wrocławiu, niemal codziennie chodziła ze mną na spacery na wały. Czasami brała koc i wspólnie ze znajomymi uczyli się nad rzeką, a ja obok skubałem sobie trawkę. Osoby postronne nie do końca wiedziały, kim jestem. Proszę sobie wyobrazić, że mylili mnie z owczarkiem środkowo-mongolskim, osłem, a nawet kapibarą! Czy byłeś kiedyś zakochany? Niestety nie. Blanka szuka dla mnie żony, ponieważ uważa, że takie wspaniałe geny jak moje, nie powinny się zmarnować, ale wszystkie kobyłki są za duże. Rozmawiała: Joanna Jałowiec Fot. Z archiwum Blanki Satory. Dziękujemy Blance Satorze za pomoc w realizacji wywiadu.
ma parcie na szkło